Archive for luty, 2009

Nie ma zbyt wiele czasu…

02.28.09

Jeszcze niespełna dwie godziny… Czy dwie godziny to długo? Dobrze, dobrze! To jak wizyta u fryzjera, seans w kinie, podróż pociągiem do Krakowa…Mogą być mile spędzone, prawda? U fryzjera napijemy się kawy, poczytamy gazetę. Kino to sama przyjemność, zwłaszcza jeżeli film trafiony w dziesiątkę. A podróż do Krakowa pociągiem? Cóż za pytanie! Kto teraz jeździ pociągami?! To jak dotykanie historii :) Od fryzjera wyjdziemy jak nie my. Uśmiechnięte, młodsze, ciut uboższe, ale kto na to zwraca uwagę. Z kina wylecimy na skrzydłach, bo jakaś mądrość zalęgła się w nas i już wiemy, że życie jest pełne wyzwań, że najczęściej kończy się dobrze. Że będą płakać, mówić :”kocham Cię”, a my będziemy udawać, że nas to nie wzrusza, gdy obok ktoś zagłuszy dźwięk gryząc popcorn i siorbiąc colę. A potem będziemy słuchać fado i beczeć jak bobry, bo ten film to było samo życie! Zdziwimy się nawet dlaczego nas nie obsadzono w głównej roli. Znamy to przecież od podszewki. Nawet nie musielibyśmy udawać. Czysta oszczędność taśmy. Bylibyśmy po prostu autentyczni. Tylko czy ktoś chciałby tę autentyczność oglądać? Przecież ja to nie Sharon Stone, chociaż nie jest ze mnie zielony, dwugłowy potwór. A pociągi? Co z tym Krakowem? Kocham móc tam być. Bruk, setki księgarń, kawa, zapach deszczu. Jeszcze tylko półtorej godziny…Zastanawialiście się kiedyś, co chcielibyście robić, gdyby zostało Wam półtorej godziny? Pewnie odpowiedziałabym - napiszę o tym tutaj! Ha ha ha ha. Jeszcze nie tak dawno wydawało mi się, że półtorej godziny to tak mało czasu, że nie ma sensu brać się za cokolwiek. Kawę można wypić, przejrzeć gazetę. I tyle! Dzięki Bogu jestem kobietą. Potrafię pisać i słuchać muzyki, przygotowywać ciasto w kilku miskach naraz, rozmawiać przez telefon i prasować. Nawet sama nie przypuszczałam, że drzemie we mnie tyle talentów. Ale prasować, gdy zostało nam dokładnie godzina i 22 minuty??? Lekka przesada. Już tylko 1 godz. i 21 minut. Może nagotować makaronu z sosem pomidorowym? Też nie. Chciałabym móc się nie spieszyć z powiedzeniem tego, czego nie zdążyłam powiedzieć. Obawiam się, że nawet taka gaduła jak ja mogłaby nie zdążyć :) Przez godzinę i 18 minut można zjeść niewyobrażalnie słodkie ciastko. Wybrudzić czyściutkie spodnie. Połknąć prawie całą świecową kredkę. Skakać po kanapie do utraty tchu. Zgonić kota z ukochanego telewizyjnego fotela. Rozsypać i pozbierać kilkanaście razy 50-elementowe puzzle. Myć zęby co 5 minut (gdyby tylko ktoś dopuścił nas do łazienki :). Rozebrać się niepostrzeżenie i z okrzykiem “kąpać się” pojawić w pokoju. Wyłączyć przycisk pralki lub zmywarki, gdy ta pracuje w pocie czoła. Wspiąć sie na szafkę kuchenną i z najwyższej półki ściągnąć kakao, rozsypać je do kilku kubków a potem pałaszować łyżeczką. Nasmarować całe ciało (nieważne, że ubrane) kremem. Jeszcze godzina i 4 minuty… Już tylko 58 minut…Wciąż staramy się być idealni, bo tego oczekują od nas inni. Przyglądają się nam, komentują, dają rady. A gdy siedzicie w fotelu fryzjerskiego salonu, gdy wtapiacie się w ciemność kina, gdy spoglądacie na mijane drzewa zza wagonowego okna? Jesteście kimkolwiek tylko chcecie. Jesteście anonimowi. A gdy zamkniecie drzwi swojego domu? Jesteście. I za to wieszają się Wam na szyjach dzieci. Za to kot wyciera się o Wasze nogi. Dlatego słyszycie czyjś głos: “Kawy?”. Bo jesteście. Już za 49 minut marzec! Nareszcie będzie można założyć ukochany limonkowy płaszcz i zarzucić fioletową torbę w kwiaty na ramię. Więc czy warto się bać, że to jeszcze tylko 44 minuty? A może AŻ 44 minuty?

“Nie ma zbyt wiele czasu, by być szczęśliwym. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro? Wykorzystaj ten dzień dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia. Wyjdź mu naprzeciw.” /Phil Bosmans/

Szóstka w totka

02.27.09

Nie zostałam po raz kolejny sponsorem miejskiej komunikacji. I choć brnięcie w topniejącym śniegu nie należy do moich nowych hobby, to 3km piechotką o 7.15 dają możliwość pobycia w najlepszym towarzystwie przez pół godziny. W swoim własnym towarzystwie. :) Myśli, jak Wielka Pardubicka, gonią od prawej do lewej półkuli. Gdy się skupić można poczuć zakręt zwoju! Nie wiedziałam nawet, że na tyle pytań nie znam odpowiedzi! Na niektóre jednak odpowiedziałabym bez większego zastanowienia! Na przykład : “Czy chciałabym trafić szóstkę w totka?” No jasne, że Tak. A Wy nie???  Ile spraw byłoby prostszych, przyjemniejszych… A gdyby ktoś powiedział Wam, że spotka Was w życiu coś, co spotyka jednego na kilka tysięcy? Tak! Tak! Tak! No w końcu szóstkę trafia jeden na kilka milionów a jeden na kilka tysięcy daje większą szansę. Prawda? I każdy pomyśli o miłej wygranej. Już pakuje w myślach walizy, krem z najwyższym filtrem i najciekawszą nieprzeczytana ksiązkę. A gdybyś zamiast informacji “Wygrałeś wycieczkę do….” otworzył kopertę z informacją “Wygrałeś autyzm” ? Jedna wygrana na kilka tysięcy. Rozpakowujesz walizkę? Sprzedajesz książkę na Allegro? Moja wygrana jeszcze jest w przedszkolu :) Dzięki niej wsiadłam do samolotu, zobaczyłam Saharę, poznałam smak świeżych fig, przełamałam lęk przed mówieniem łamaną angielszczyzną, odkryłam że robienie biżuterii mnie wycisza, nie mówię “później” … Szóstka w totka się trafia. Autyzm też. I z jednym, i z drugim trzeba nauczyć się żyć. I jedno, i drugie może być powodem zmartwień i radości. I jedno, i drugie wystawi Twoje przyjaźni na próbę. Tylko, że szóstka nie przytula się wieczorami, nie mówi: “pogilaj!” i nie całuje najsłodziej na świecie. Jeżeli jednak wstrzelę się w te szczęśliwe numerki nie omieszkam Was o tym poinformować :)

Kończy się dzień

02.26.09

a moi mężczyźni walczą. Jeden (ten młodszy), aby nie dać się porwać Morfeuszowi. Drugi (ten starszy), aby nie dać sie uspić młodszemu. Zawsze w napięciu oczekuję, kto wygra tę walkę :) Wieczór spędziliśmy wśród przyjaciół. Urodziny szwagierki (Sto lat , Basiu!). Grzesiek miał tylko dwa pragnienia: kiełbasy i mazaków. Oba zostały zaspokojone w pełni z czego gość był niezmiernie zadowolony. Myślę, że każdy z nas życzyłby sobie takich właśnie gości. Konkretni, niezbyt roszczeniowi. A że trzeba narysować milion domów, cóż! (Basiu, czemu nie masz ksero w domu!!!! ) Grzesiu często stosuje formę wyuczoną prosząc o coś np. “Mamo, daj mi kredki”, “Mamo, daj mi sok”. Czasami bywa to zabawne, kiedy mówi  ”Mamo, daj mi chcę ćwiczyć ” :) , ale kiedy dzisiaj prosząc o narysowanie domu powiedział : “Mamo, daj mi dom” zastygłam. Wiem, że nie myślał tak filozoficznie jak ja. A może myślał? Dzisiaj wygrał mój mąż. Dobranoc Grzesiu. Do zobaczenia rano. Oczywiście w naszym łóżku!