Archive for styczeń, 2010

Zima , więc i bałwan być musi!

01.30.10

Nie ma co pisać. Pokazać trzeba, jak moi faceci spędzają czas poza domem. Śniegu nasypało, temperatura ciut spadłą, więc lepienie czas zacząć :) Za oknem stanął najprawdziwszy w świecie bałwan. Początkowo miał nos z patyka, bo chłopcy nie potrafili odszukać marchewki w lodówce. Niby przestrzeń ograniczona, ale faceci tak już chyba mają, że jak coś na nich nie wyskoczy, nie spadnie lub samo nie zamacha - tego nie ma. Przynajmniej w ich mniemaniu. Marchewkę matka znalazła i bałwan może oddychać pełnym nosem :)

dsc01552a-medium

dsc01560a-medium

dsc01566a-medium

dsc01613a-medium

Niech żyje bal!

01.30.10

“W karnawale, w karnawale przystrojone wszystkie sale…” , więc nie można siedzieć w domu, gdy inni się bawią. Dla wielu dzieci bal przebierańców to prawdziwa frajda. Dla Grzesia…hm, różnie to bywa. Pierwsze dwa bale w swoim życiu przeleżał w łóżku, bo zmogła go choroba. Kolejnych nie odpuściliśmy. W zeszłym roku przebrany za zielonego skrzata skakał w zielonych rajtuzkach. Czapeczkę udało się założyć tylko na krótką chwilę. Tak więc matka , czyli ja, miała nie lada problem w tym roku, żeby wymyślić strój. Król? Super pomysł, tylko przekonajcie młodego, że król MUSI mieć koronę a ją zakłada się na głowę. NO i przydałby się płaszcz, który zapina się pod szyją. Niestety moje argumenty nie trafiły :) Wykonałam kilka nalotów na ciucholandy w nadziei na natchnienie, ale to dotyczyło tylko 2-3 latków a takowego szkraba nie posiadam. Los jednak wynagrodził moje twórcze poszukiwania i … tadam! …znalazłam strój, który po kilku drobnych poprawkach odpowiadał naszegu synowi. Dał się w niego włożyć i nawet koniec nosa i policzki pomalowaliśmy kredkami. Zabawa była przednia o czym świadczy długość zabawy Grzesia. 3 godziny! Z dziećmi, muzyką i na pełnych obrotach. Udało się!

dsc01572a-medium

Zapomniałam napisać

01.26.10

a przecież to takie ważne. Nasz mody brał udział w przedstawieniu z okazji Dnia Dziadka i Babci. Nauczyliśmy się wierszyka :) , wystroiliśmy jak na prawdziwego faceta przystało i poszedł zawojować świat. Wielką pokusą okazały się stojące na stołach ciasteczka. Dopóki pani Ani stała za nim i trzymała jego ręce, wszystko było pod kontrolą. Musiała jednak oddalić się na chwilkę a “chwila” to dla Grześka jak 14-dniowy turnus w czasie którego można robić co się tylko zamarzy. Tak więc ciastka zostały zdobyte z radością równą zdobyciu Korony Ziemi :) Niedługo spotkam się z wychowawczynią Grzesia. Czekam na to w napięciu. Chciałabym usłyszeć, że daje sobie radę, że jest dobrze. Dałoby mi to poczucie że nie zmarnowaliśmy czasu.