Archive for styczeń, 2011

Powroty

01.30.11

Nie udaje się nam wychodzić z domu bez dzieci często. Chyba nawet nie dążymy do tego. Może podświadomie? Wyznajemy zasadę, że dziadkowie nie powinni być obarczani opieką nad naszymi młodszymi tylko dlatego, że są dziadkami. Wykorzystujemy więc tę możliwość nader rzadko. Częściej na noc zostaje sama Ewa, ale ona wtedy spełnia funkcje opiekuna dla młodszego kuzyna :) Wczoraj poszli z pidżamkami oboje. My zaś towarzyszyliśmy naszej przyjaciółce Beacie w przejściu na stronę 40-latków. Było sympatycznie i rozmownie. Rano można było dłużej pospać, choć słońce jak na złość drażniło nozdrza. Krzysiek przywiózł młodych a Grzesiek , chyba po raz pierwszy , powitał mnie z taka radością. Przytrzymał mnie za ramiona, przyciągnął do siebie i wtulił się we mnie. Ależ to było fajne! Teraz swawoli na basenie z tatą :)
W tym tygodniu zdażyło się jeszcze kilka takich zabawnych historii.
Malowałam usta błyszczykiem (tak, tak, czasami to robię! ) przed lustrem. Grzesiek podszedł do mnie i pocałował w usta tak, jak nigdy tego nie robił! Ściągnął je w ciup i buziak! A potem zbliżył się do lustra przyglądając wybłyszczykowanym ustom. Zaczęłam notować to, co mówi pełnym zdaniem. Był więc okrzyk z łazienki : ” Pomóż mi wyjąć korek!” oraz prośba “Troszeczkę miodu wlać do jogurtu”. Cudne. Cudne chwile. Prawda?

Zerknijcie proszę na moją stronę rękodzielniczą, która niedługo odżyje. Mam taką nadzieję : http://dziurkaodklucza.blogspot.com/
Podzielcie się swoimi myślami w komentarzach. Każde Wasze słowo unosi mnie nad ziemię. Nie pozwalajcie mi spadać zbyt często!

A nie mówiłam!

01.23.11

Jeszcze nie skończyłam rozpisywać się jak to ćwiczymy bycie cierpliwymi a Grzesiek wywołał kolejny uśmiech (o co nie jest trudno:). Wieczorem, kiedy powinien leżeć we własnym łóżku zasłuchany w Misia i Margolcię lub  wielce poważną muzykę klasyczną, stanął w drzwiach naszego pokoju ze słowami : “z moją kołderką”. Przytaszczył bowiem własną kołdrę i ni mniej , ni więcej podjął próbę wpakowania się do nas. Liczył pewnie na seans ze świnka Pepą, którą ostatnio uwielbiamy i zaśmiewamy się oboje. Niby nic w tym dziwnego. Dla nas jednak - surprise, bo używanie zaimków i to jeszcze we właściwej formie i dobrym kontekście nie jest dla naszych dzieci łatwe. Wałkujemy je wciąż tak samo, jak wyrażenia przyimkowe typu - w słoiku, do słoika itp. Pochrzaniony ten nasz język :) W zabawach naprzemiennych pytam o kolejność - kto teraz? czyja kolej? . Młody odpowiada - “moja” albo “ja”, ale jest skołowany na maksa, kiedy potwierdzam słowami “tak, teraz ty”. No i jak tu nie zwariować. Zakończył się więc wczorajszy dzień fantastycznie. A rano? Rano pobudka o 5, bo przecież śnieg zaczął padać i szkoda czasu na sen! Zanim jednak napada go tyle, by móc wskoczyc na sanki - basen z tatą. A potem wizyta u kolejnych dziadków.

Czasami zasypia i w takich pozycjach. Najważniejsze, że pod własną kołderką :)

Czasami zasypia i w takich pozycjach. Najważniejsze, że pod własną kołderką :)

Czekanie…

01.22.11

Z natury jestem niecierpliwa. Chciałabym widzieć efekty tego, co robię szybciej, niż jest to czasami możliwe. Kiedy się jednak zastanowić, to przecież nie to, co się wydarzy jest najważniejsze a samo oczekiwanie na to. Cieszę się, kiedy mogę zostać w domu i pobyć z myślami sam na sam. Kiedy Ewka z Krzyśkiem wyjechali zaczęłam realizować plan “Wyjazd”. Zawsze zaczyna się od sprzątania. Potem wieczorne układanie zdjęć w albumach. Kolej na wieczorne czytanie książki i oglądanie filmów studyjnych. I tak mogę przez góra trzy dni. Potem zaczynam chodzić spać prędzej i liczyć dni do ich powrotu. Przyjechali w czwartek. Grzesiek przywital ich tak, jakby się z nimi nie żegnał tydzień wcześniej. Nigdy nie miał problemu z rozstaniami. Potem wziął Ewę za ręce i zaciągnął do swojego pokoju ze słowani “Chodź tu Ewa”. Najfajniejsze było to, że zrobił to spontanicznie i użył jej imienia, bo często je pomija. A potem było gilanie po brzuszku, mróweczki na kolanach i mnóstwo śmiechu. Miło było na nich patrzeć. Dobrze mieć wszystkich w domu.
Wczoraj Grzesiek komenderował przygotowaniami do stołu : “frytki z ketchupem”, “podkładki położyć”, “przynieść widelce” :) a kiedy frytki już w brzuszku opadły stanął przede mną, spojrzał prosto w oczy najpiękniej jak tylko potrafi i wydał rozkaz : “Jogurt dać mi z miodem”. Myślałam, że pęknę ze śmiechu :D  . Pamiętam, że niecałe 2 lata temu nie mówił nic. Żartowaliśmy, że kiedyś doczekamy takiego dnia aż on powie: “Mamo, poproszę kanapkę z szynką”, a ja w środku krzyczałam, bo nie wierzyłam, że kiedykolwiek usłyszę coś poza buczeniem. Wściekałam się na swoją bezsilność. Płakałam nie mogąc wymóc na Grześku żadnej samogłoski i ściskałam jego usta czekając na ten jeden, jedyny dźwięk. To oczekiwanie stawało się moim towarzyszem codziennego przebywania z młodym. Ja - taka niecierpliwa - musiałam nauczyć się czekać. I udało się. Jeszcze długo nie porozmawiam z nim o Wszechświecie. Może nie stanie się to nigdy. Nie truchleję jednak teraz na myśl, że nigdy go nie usłyszę. Zauważanie sukcesów stało się trudne. Nie dlatego, że ich nie ma, ale dlatego, że nie są tak spektakularne jak pierwsze. Uczymy się obserwowania, zauważania, łapania chwil. Uczymy się tego trwając w oczekiwaniu.

"Kochać - znaczy czekać" /Anna Kamieńska/

"Kochać - znaczy czekać" /Anna Kamieńska/