Archive for marzec, 2014

Boże, niech takie dni zdarzają się nieustannie!

03.30.14

Kocham leniwe niedziele. Nikt nikogo nie pogania, Grzesiek leży wtulony we mnie, koty przeciągają się w pościeli, kawa pachnie smakowicie z kuchni, TVN nadaje i czas zdaje się być z gumy. A dziś Grzesiek spał najdłużej! Dopiero o 19 zauważyłam, że czas się chyba przesuwało z soboty na niedzielę. Jak zwykle zapomniałam :) I zapakowaliśmy plecak owocami, wielką butelką wody, gumą do żucia.  Dopięłam krokomierz. Ach i jeszcze aparat! Normalnie udało się bez nadbagażu :) Przepiękna pogoda, błądzenie po okolicznych drogach i dróżkach aż w końcu wyłoniły się ruiny Mirowa. Byliśmy tam 10 lat temu! Fantastycznie spacerowało się do Bobolic a tam zdziwienie, bo ruiny zamieniły się w zamczysko jak za dotknięciem różdżki. Jak dobrze, że są ludzie, którzy nie pozwalają zaginąć naszej historii. Dobrze, że ktoś widzi potencjał nawet w górze kamieni. Efekt jest fascynujący! Miło było pobyć z chłopakami bez patrzenia na zegarek. Kierownik wycieczki (patrz: Krzysiek) został zobligowany do organizacji rodzinie częstszych spontanów.

Mirów

Mirów

 

dsc08376-medium

 

dsc08393-medium

 

Bobolice

Bobolice

dsc08400-medium1

 

dsc08404-medium

 

dsc08443-medium

 

dsc08452-medium

Urodziny, żonkile, stałość …

03.29.14

Znowu marzec przegalopował, jak w wielkiej pardubickiej. A ja tak kocham marzec! Za słońce, pierwsze kwiaty w moim ogródku przybalkonowym, rozpoczęcie sezonu kijowego, za moje urodziny :) I tak robiąc wiosenne porządki w zakładkach wpadłam na stary numer Newsweeka z moim listem.. Mogłabym napisać go dziś dokładnie tak samo. Właśnie dziś Krzysiek z uśmiechem na ustach wręczył mi 2 bukiety żonkili. Okazja? Nie trzeba na nią czekać.

http://polska.newsweek.pl/o-czym-mowia-rodzice-niepelnosprawnych-dzieci,103079,1,1.html

Nie jestem nieszczęśliwa

Nie byłabym sobą, gdybym nie zareagowała na dzisiejszy artykuł o Karoli. Nie czytam “Newsweeka”. Czemu jednak kupiłam ten numer? Bo szukam odpowiedzi na pytania, które zadała Pani swoim bohaterom. Bo liczyłam, że ktoś ułoży je za mnie. Bo dzisiaj są moje 42-urodziny i znowu jakieś podsumowania, które nie służą niczemu, nikomu, a najmniej mnie.

Jestem mamą prawie 10-letniego Grześka i 17-letniej Ewki, żoną Krzyśka, właścicielką 2 cudownych kotów, amatorką czekolady i spotkań z ludźmi. Kocham życie i chyba tylko to hobby pozwala mi podnosić się każdego ranka. Tak jak Małgorzata i Grzegorz zadaję sobie wiele razy pytania: co by było gdyby…, jak to będzie gdy…, czy chciałabym, żeby…

Na wiele z nich nie umiem znaleźć odpowiedzi lub zmieniam ją w zależności od pory roku, pogody, nastroju. Życie z dzieckiem, które wymaga naszej pomocy każdego dnia, nigdy nie będzie takie samo, jak przed jego pojawieniem się. Tamtego życia nie ma i nigdy nie było. Było tylko wyobrażenie o nim. Wszystko podległo weryfikacji. Wątpię wiele razy, czy zrobiłam wszystko, czy dałam szansę mojemu synowi, aby mógł się rozwijać.

Uczę się każdego dnia bycia cierpliwą, uważną na drobne sprawy. Na pewno wiele istotnych mi umyka, na pewno cierpię na niedomiar czasu, ale czy to znaczy, że jestem nieszczęśliwa? Raczej nie. A czy jestem szczęśliwa? Jak dobrze, że „szczęście” ma niejedno oblicze :) Dzisiaj będzie nim kolacja z mężem „na mieście”, co zwykle się nie zdarza. Dzisiaj zadam mu pytanie: „Kochasz mnie?” A może nie warto? Jest obok. Zawsze. Z trudnością przychodzi mu mówienie o uczuciach, ale parzy cudowną kawę, podaje śniadania, czasami kupuje żonkile znienacka.

Dziękuję za ten artykuł. To poniekąd słowa o nas.
 
Pozdarwiam serdecznie,
Agnieszka Czarnecka-Majkut